Kontakt telefoniczny: 32 327 51 04, 784 938 142
Godziny pracy biura: pn. - pt. od 8.00 do 15.00
Kontakt mailowy: kontakt@taakiprezent.pl
24 marca 2015
W przestworza z Pawłem Stolarczukiem - wywiad z pilotem paralotniowym z Kaszub

O lotach paralotnią i nie tylko z Pawłem Stolarczukiem

Paweł Stolarczuk – paralotniarz i właściciel firmy Jet Stream. Urodzony w Toruniu, ale od dziecka silnie związany z Gdańskiem, gdzie zaczęła się jego przygoda z lataniem. Na co dzień ratownik i nurek, od 20 lat skoczek spadochronowy, a od 2004 roku pilot paralotni – zawodowo i z pasji. Obecnie związany z Lotniskiem Borsk na Kaszubach – tam właśnie, wybierając lot w tandemie, poznacie jego lotniczy kunszt!

Magdalena: Jak zaczynałeś powietrzną przygodę?

Paweł: Tak naprawdę nie pamiętam, kiedy zaczęła się moja przygoda z lotnictwem. Może dlatego, że od dziecka pragnąłem latać. Skąd się to wzięło? Nie wiem. Pamiętam, że mając 5-6 lat zacząłem interesować się lataniem. Już wtedy jakaś siła ciągnęła mnie do góry. Co prawda było to lotnictwo teoretyczne, nie mniej jednak czułem ogromną przyjemność podczas zabawy latawcem czy z rzucania spadochronem zrobionym z chusteczki, czterech nitek i kamyka. Uwielbiałem też sklejać modele samolotów - mój tata nie nadążał z montowaniem półek na nie!

M: A jak długo już latasz?

P: Tak jak wspomniałem wcześniej, spadochron nie jest mi obcy. Mając 14 lat zamiast grać w piłkę z kolegami z podwórka, wolałem spędzanie czasu ze skoczkami spadochronowymi Aeroklubu Gdańskiego. Jeszcze byłem trochę za młody żeby skakać, ale udawało się choć w części zaspokoić mój głód do latania pomagając składać spadochrony, wypychać samolot z hangaru czy w końcu obserwować skoki starszych kolegów i koleżanek. A jak trafiła się możliwość polecenia samolotem i zobaczenia z bliska jak oni wyskakują z samolotu na wysokości 2000 metrów, to byłem jeszcze bardziej „najedzony”. Pełnego nasycenia doznałem mając 15 lat. W czerwcu 1994r. udało mi się oddać pierwszy skok. Wysokość 800m, spadochron SD-83, technika-lina desantowa, samolot AN-2. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Ze spadochronem skaczę do dziś, choć sporadycznie.

M: A kiedy uznałeś, że to jest właśnie TO? 

P: Przed kontaktem z paralotnią miałem trochę do czynienia ze spadochronami. Jest to sport na najwyższym poziomie dynamiki i adrenaliny, jednakże wciąż brakowało mi czasu spędzonego w powietrzu po otwarciu spadochronu. Tak, to była reakcja rodem z bajki „Pomysłowy Dobromir” - PARALOTNIARSTWO !!! W 2006r. zapisałem się na kurs i tak mój związek z tym nietypowym aparatem latającym trwa do dziś (a rozwodu nie planuję:) ).

M: Wielu paralotniarzy zaczyna od lotu w tandemie. Czy ty też tak zaczynałeś? Skąd pomysł żeby połączyć pasję z pracą?

P: Na paralotniach zacząłem latać samodzielnie. W tandemie pierwszy raz poleciałem dopiero podczas szkolenia do lotów z pasażerami w 2010r. Uprawnienia robiłem w konkretnym celu – chciałem dzielić się z innymi radością latania, pokazać mój świat, uszczęśliwiać.

W 2011r. rozwiązano jednostkę Straży Pożarnej Stoczni Gdańsk gdzie pracowałem. Wtedy pomyślałem, że pasja i praca w jednym to alternatywa i dobry pomysł na życie. Bo kto nie szuka pracy, podczas której spełnia się i jest szczęśliwy … ?

 

M: Jak często latasz?

P: Staram się latać jak najczęściej! Tak naprawdę nie ma miesiąca, kiedy nie jestem w powietrzu. Oczywiście w okresie jesienno zimowym latania jest znacznie mniej, ale to nadrabiam wiosną i latem.

M: Jak długo trwa sezon paralotniowy?

P: Sezon na latanie się nie kończy i nie zaczyna:) Latam cały rok!

M: To teraz trochę bardziej technicznie: Jaki jest zasięg lotu i jak najwyżej udało Ci się polecieć?

P: Zasięg lotu zależy od wielu czynników. Na przykład na warunki pogodowe składa się jakość termiki, prędkość wiatru, wysokość podstawy chmur, itd. Znaczenie ma także rodzaj sprzętu oraz umiejętności pilota. No i zawsze przydaje się odrobina szczęścia:)

Średni dystans przelotu to ok. 40-50 km. Nie mniej jednak padają rekordowe odległości rzędu 150-200 km. Co do wysokości – paralotniarza często ograniczają tzw. strefy powietrzne, to znaczy, że mimo możliwości wzbicia się wyżej musi pozostać na danym pułapie. W termiczny letni dzień gdy podstawy chmur są wysoko można poszybować nawet 3 km ponad punkt startu. 

Ja staram się nie latać tak wysoko, choć zdarzało się, że przekraczałem wysokość 2 km.

M: A ile trwał Twój najdłuższy lot?

P: To było na klifie we Władysławowie. Nie licząc 15 minutowej przerwy na kanapkę, latałem od 8 rano do ok. 20 wieczorem. :)Później, jak siedziałem jedząc kolację, nadal mną bujało. :)

M: Czy zdarzają się sytuacje awaryjne?

P: Jak w każdym sporcie ekstremalnym! Najważniejsze to być na nie przygotowanym i nie dać się rutynie.

M: A Tobie się taka przytrafiła?

P: Na szczęście nie. Mówię tu o sytuacjach skrajnie awaryjnych.

Zdarzały się natomiast sytuacje, w których trzeba działać, bo bezczynność groziła twardym lądowaniem. Na przykład podczas podwinięcia części skrzydła – w warunkach agresywnej termiki takie sytuacje uważa się za normalny stan lotu :)

M: A co z bezpieczeństwem latania na paralotni? Mnie nie musisz przekonywać, ale jest mnóstwo osób które mają obawy…

P: Zacznę od meritum: paralotniarstwo to najbezpieczniejszy sposób na latanie! Dlaczego? 

Sam transport lotniczy statystycznie uważany jest za najbardziej bezpieczny na świecie. Na 2 miejscu jest transport morski, następnie kolejowy, a na niechlubnym ostatnim miejscu drogowy.  

Mało tego – startując, a więc od samego początku, mamy swoisty „spadochron” nad głową, a w razie „draki” posiadamy jeszcze jeden środek ratunkowy w postaci kolejnego spadochronu. 

 

M: Sam latasz swobodnie. A czy uważasz że loty swobodne są bardziej ekstremalne niż silnikowe? 

P: Poziom adrenaliny podczas lotu jest ten sam. Jakby nie było – to i to jest lot. Lepszy czy gorszy? Kwestia preferencji indywidualnych. W obydwu przypadkach są plusy i minusy. W locie swobodnym plusem jest cisza i poczucie swobody. Minusem jest natomiast ograniczony rejon, wysokość i kierunek lotu podyktowany brakiem niezależnego napędu. Pozytywne i negatywne strony latania z silnikiem ujawniają się same – coś za coś:)

M: A miałeś okazję latać z silnikiem? Skąd ten wybór?

P: Przez pewien czas – ok. 2 lat – nie rozstawałem się ze śmigłem. Doszło do tego, że koledzy latający swobodnie stracili nadzieję, że jeszcze kiedyś będę latał jak oni. Żartowali, że silnik przyrósł mi do pleców. 

Jak to w życiu – na wszystko jest czas i miejsce. Czas na latanie swobodne w końcu nadszedł, a miejsce... lotnisko w Borsku pod Kościerzyną i jego okolice po prostu mnie zauroczyły. Obecnie 80% lotów wykonuję swobodnie, a od czasu do czasu za plecami powarczy silnik.

M: Jakby ktoś chciał zacząć na poważnie latać paralotnią, to jak wygląda kurs? Ceny sprzętu? Może kilka rad od serca?:)

P: Kto myśli o przygodzie z paralotnią powinien bezwarunkowo zapisać się na kurs prowadzony przez doświadczonych instruktorów. Odradzam samouctwo – to nie szachy. Tu błędy kosztują znacznie więcej niż „szach mat”.  

Samo szkolenie nie jest bardzo czasochłonne i drogie. W końcu to najtańszy sposób na latanie. Pełen kurs do świadectwa kwalifikacji pilota paralotni, bo tak się nazywa dokument uprawniający do samodzielnego latania, trwa od 3 tygodni do 2 miesięcy. To zależy od programu szkoleniowego, pogody podczas kursu i predyspozycji psycho-fizycznych samego „orlątka”. 

Co do ceny… Na dzień dzisiejszy koszt kursu oscyluje pomiędzy 1800 a 2500 złotych, a szkolenie odbywa się na paralotniach szkoły. To daje możliwość dokonania oceny jak chcemy latać i pomaga dobrać odpowiedni sprzęt. 

M: Bierzesz udział w jakiś zawodach paralotniarskich? Jak często w ogóle organizuje się tego typu imprezy? 

P: Do uczestnictwa w oficjalnych zawodach trzeba posiadać ducha walki i rywalizacji. Ja nie posiadam tych cech, a przy najmniej nie na tyle aby startować w tego typu imprezach. Owszem, zdarza się, że liczymy metry, kilometry, czas czy celność. Wtedy staję w konkury z kolegami, ale to wszystko jest na poziomie lotniczego podwórka (co nie świadczy o banalności całokształtu rywalizacji:)). 

Oficjalne zawody paralotniowe w Polsce odbywają się kilka razy w roku, a na świecie jest ich tyle, że zabrakłoby czasu gościć na wszystkich. O zawodach można dowiedzieć się przeglądając choćby stronę internetową Stowarzyszenia Instruktorów Lotniowych i Paralotniowych.

 

M: Mógłbyś, tak na zakończenie, opowiedzieć nam najśmieszniejszą historyjkę w powietrzu?

P: Sytuacja miała miejsce parę lat temu podczas latania nad Orłowskim klifem w Gdyni. Zdarzenie nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, ale byłem jego świadkiem.

Na jednym z wysokich drzew na klifie zagnieździł się ptak, dokładnie Kawka. Specjalnie nie reagowała na paralotniarzy z wyjątkiem czasu, gdy chowała swoje pisklęta. Wtedy nerwowo latała przy nas i próbowała atakować. Kiedy jej determinacja sięgnęła zenitu, porwała się na bezpośredni atak na jednego z moich kolegów pilotów obierając kurs kolizyjny z naprzeciwka. Leciała mu prosto na twarz. Kolega aby uniknąć obrażeń odruchowo zasłonił twarz ręką, w której trzymał uchwyt linki sterowniczej jednocześnie pociągając ją. Tym samym skręcił prosto na pobliski budynek. Finalnie skrzydło paralotni wplątało się w elementy dachu, a on sam zawisł bezpośrednio przed oknem na wysokości pierwszego piętra 3 kondygnacyjnego obiektu. Pilotowi nic się nie stało, skrzydło zostało podarte, ale na szczęście nadawało się do naprawy. Nie byłoby w tym nic śmiesznego gdyby nie starsza pani, która otwierając okno, przed którym zawisł nieborak zareagowała niebanalnie…Zapytała się go czy ma ochotę na herbatę…:)

Z Pawłem Stolarczukiem rozmawiała testerka prezentów Magdalena

 

lot paralotnią voucher do kupienia
 

Wszystkie pola są wymagane.